W firmach produkcyjnych i logistycznych spotykamy się z tym samym: systemy działają, nikt nie ma czasu ich uporządkować, a każda przerwa jest kosztem policzonym w sztukach albo w opóźnionych dostawach. Efektem jest kilka starych maszyn, z których część pełni funkcję, o której już nikt nie pamięta, i kopie zapasowe, których nikt nigdy nie odtworzył.
Wirtualizacja w takim układzie nie jest projektem „na weekend". Rozbijamy ją na etapy, z których każdy kończy się działającym systemem. Migracje idą partiami, po jednej maszynie, w uzgodnionym oknie — po zakończeniu zmiany albo w dzień wolny, jeśli tak jest bezpieczniej.